|
Andrzej Jermaczek, Paweł Pawlaczyk: Natura 2000 u progu - ochrona elementów europejskiego dziedzictwa przyrodniczego w Polsce |
|
|
1.2. Ochrona elementów "ważnych dla Europy" a lokalna ochrona przyrody
Do niedawna większość działań w zakresie ochrony przyrody, nie tylko w Polsce, zamykała się w granicach administracyjnych poszczególnych krajów. Tworzenie list gatunków chronionych, systemów obszarów chronionych, zasad ochrony rzadkich gatunków i biotopów, poza nielicznymi wyjątkami, opierało się na wiedzy odnoszącej się do ich statusu w granicach kraju. Wyjątkowo tylko zdawano sobie sprawę, ze gatunki regionalnie uważane za rzadkie, a nawet lokalnie zanikające, w innych krajach mogły występować masowo, a ich trendy liczebności mogły wykazywać tendencje wzrostowe. Do gatunków stosunkowo rzadkich i godnych ochrony zaliczane są w Polsce np. gągoł, głuszec i cietrzew. Tymczasem liczebność europejskich populacji dwóch pierwszych przekracza 250.000 osobników, a trzeciego dochodzi do 700.000 osobników. Natomiast liczebność europejskiej populacji łabędzia niemego, uważanego u nas za gatunek pospolity, nie przekracza 50.000 osobników. Dziś, dzięki rozwijającej się współpracy międzynarodowej świadomość bezwzględnej wartości, stopnia zagrożenia, rzeczywistego statusu i potrzeby ochrony poszczególnych siedlisk czy gatunków jest bez porównania większa. Wiemy już, że jeśli nie możemy chronić wszystkich rzadkich gatunków, lepiej skoncentrować się na ochronie derkacza i wodniczki, gatunków zagrożonych i ginących w Europie, niż gągoła i cietrzewia; jeśli nie możemy chronić wszystkich torfowisk, chrońmy w pierwszej kolejności torfowiska wysokie, bo one w całej Europie giną najszybciej. Elementami naszej przyrody ważnymi dla Europy są także gatunki i ekosystemy nie spotykane gdzie indziej, stanowiące nasz wkład do europejskiego dziedzictwa przyrody. Symbolem tego wkładu może być żubr, ale istnieje szereg innych gatunków i ekosystemów, które spośród krajów europejskich występują tylko u nas, lub dla których nasz kraj jest ważną ostoją. Na ich ochronie powinna się koncentrować nasza, regionalna i lokalna ochrona przyrody. W tym kontekście walka lokalnych przyrodników o zachowanie walorów przyrodniczych Karkonoszy to walka o ostatnie i jedyne w całej Europie stanowiska dzwonka karkonoskiego, przytulii sudeckiej, gnidosza sudeckiego i szeregu innych występujących tylko tu i nigdzie indziej gatunków. Dążenie do kompleksowej ochrony Puszczy Białowieskiej to nic innego jak dążenie do zachowania europejskiego dziedzictwa przyrodniczego - ekosystemów których nigdzie więcej w Europie nie spotkamy. Zdecydowane przeciwstawianie się ekspansji turystyki w Tatrach to również walka o zachowanie różnorodności naszej europejskiej przyrody, reprezentowanej tu nie tylko przez świstaka i kozicę, ale także warzuchę tatrzańską, sasankę słowacką, darniówkę tatrzańską, sichrawę karpacką i wiele innych jeszcze mniej znanych a równie zagrożonych gatunków. Skuteczna ochrona zagrożonych w skali Europy gatunków i zanikających siedlisk tak naprawdę odbywa się na szczeblu lokalnym. To efekt pracy tysięcy lokalnych przyrodników we wszystkich krajach Europy prowadzących mrówczą pracę rejestracji i opisywania stanowisk, forsowania objęcia ich formalną ochroną, a często takze realizacji ochrony czynnej. Istotne jest jednak to, aby praca ta była właściwie ukierunkowana, przede wszystkim na te gatunki i ekosystemy, które rzeczywiście należą do zagrożonych, nie na te, które tylko takimi się nam wydają z naszej lokalnej perspektywy. Patrząc z punktu widzenia naszego wspólnego, europejskiego domu, powinniśmy dziś może bardziej chronić przyrodę tam gdzie się ona jeszcze dobrze zachowała, a dopiero później podejmować kroki w kierunku odtwarzanie jej tam gdzie została zniszczona. Środki które możemy przeznaczyć na odtworzenie populacji głuszca w Zachodniej Polsce czy wschodnich Niemczech pozwolą zabezpieczyć funkcjonowanie wieleset razy liczniejszej populacji tego gatunku np. na Litwie. Skuteczna ochrona zimowiska blisko 30 tys. nietoperzy w naszym rezerwacie Nietoperek, kosztuje dziś ciągle mniej niż budowa sztucznego schronienia dla nietoperzy w Holandii, w którym sukcesem będzie przezimowanie kilku osobników. Wprowadzenie ochrony kilkuset hektarów łąk trzęślicowych na Ukrainie kosztuje mniej niż ochrona niewielkiego ich spłachetka w Niemczech. Coraz częściej mówimy dziś o gatunkach czy ekosystemach których skuteczna ochrona jest "ważna dla Europy". Już wkrótce ich ochrona będzie naszym wspólnym obowiązkiem i wysiłkiem - nas Niemców, Polaków, Francuzów, Greków i Litwinów. Coraz częściej chcąc skutecznie chronić przyrodę, działając lokalnie, musimy myśleć globalnie. Z drugiej strony, jeżeli chcemy żyć w różnorodnym, bogato przyrodniczym krajobrazie, to takie "ogólnoeuropejskie" podejście okazuje się absolutnie niewystarczające. Bo co z tego, że uda się zachować rozległe torfowiska wysokie w Estonii, jeżeli nie zostanie ocalone to konkretne, za progiem naszego domu? Co z tego, że zasoby pajęcznicy liliowatej w strefie śródziemnomorskiej są obfite i w skali Europy nic temu gatunkowi nie zagraża – my chcemy, by roślina ta wciąż zakwitała co roku na przydrożnej skarpie, którą codziennie mijamy. Ograniczenie się do ochrony tego, co ważne z europejskiego punktu widzenia, jest drastycznym zubożeniem sensu ochrony przyrody. Europejskie podejście do ochrony przyrody nie powinno więc stłumić podejścia lokalnego. Spojrzenie w skali kontynentu jest tylko nowym komponentem, który powinniśmy uwzględnić w ochronie przyrody, a nie nowym podejściem o rewolucyjnym charakterze.
|
|